Czym karmi nas rzeczywistość? Każdy dzień bolesnych zmagań definiuje dalszą trajektorię naszego losu, a chwile zwątpienia polerują delikatną powłokę naszego umysłu. Ile trzeba przeżyć, aby być szczęśliwym? Niewiele. Aby jednak docenić szczęście, trzeba chociaż raz w życiu umrzeć ze smutku. Ile razy tam byłem? Całkiem sporo. Na pewno niewiele rzeczy jest już w stanie wytrącić mnie z równowagi. Jest jedna wieczna prawda, która zawsze dodaje mi sił - fakt, że cokolwiek przeżyję na zawsze będzie już częścią mnie. To najlepszy sposób aby iść do przodu - czerpać motywację z porażek i nie zapominać, że inni także cierpią nawet gdy noszą różowe okulary.
Dobre początki
Zacznę całkiem tradycyjnie - urodziłem się 26 Marca 1981 roku w pięknym mieście Bielsku-Białej na południu Polski. Nie pamiętam czy padał wtedy deszcz, czy świeciło słońce, ale na prawde dzień ten dla mnie był pełen emocji. Każdy następny także dostarczał niezapomnianych wrażeń. Otoczony miłością rodziców starałem się w sposób bardzo analityczny wiązać przyczyny ze skutkami, zaczynając od licznych upadków, otartych kolan i wielu innych tragedii, jakie spotykały mój dziecięcy świat. Pamiętam, że Baśnie Andersena czytane przez mamę były największą atrakcją tamtych czasów. Później zaczęła się szkoła podstawowa, która nauczyła mnie przede wszystkim tego, że świat nie mieści się w pięści, a największe sukcesy zdobywa się używając ogromnej siły masowego rażenia - własnego umysłu. 2 + 2 stało się proste, a także inne bardziej skomplikowane funkcje matematyczne, które nigdy nie zdołały mnie zafascynować. Liceum Ogólnokształcące przy Zespole Szkół Medycznych im. H. Chrzanowskiej całkowicie zmieniło moje nastawienie do życia i ludzi. Szybko nauczyłem się, że człowiek może znieść znacznie więcej, gdy ma wokół siebie ludzi, którzy potrafią lekceważąco przymknąć oko na "małe problemy wielkiego świata". Każdy dzień był wtedy nauką.
Studia, przyjaźń i Sted
Później zaczęły się studia, prawdziwa przyjaźń i pierwsze wielogodzinne debaty z Tomkiem. Było conajmniej ciekawie i tak pozostało do dzisiaj. Nie jestem w stanie wymienić tutaj wszystkich osób, które rzeźbiły wtedy moją osobowość, ale powiem jedno - te kilka lat zmieniło mój stosunek do pewnych wartości. Nikt już nie chciał być "cool", każdy chciał być po prostu sobą i to chyba najbardziej mnie urzekło w tamtych czasach - nikt już nie wstydził się mówić głośno o swoich pragnieniach, sukcesach i porażkach - nawet tych najmniejszych. Wtedy poraz pierwszy zetknąłem się z twórczością Edwarda Stachury, którego sercem i umysłem odkrywam do dzisiaj.
Emigracja, Oscar i wielki koniec
Przez większą część pierwszych 25 lat mojego życia zmagałem się z mniejszymi i większymi problemami, szukałem odpowiedzi i starałem się kochać, co nawet nieźle mi wychodziło. W 2004 roku wyemigrowałem głównie w wyniku problemów finansowych poza granicami słodkiej Polski. Na szczęście Dublin okazał się przyjaznym i gościnnym miastem. Zaczęło się nieciekawie - od kilku nocy spędzonych w parku i bezcelowego poszukiwania mieszkania. Dzięki pomocy mojej kochanej kuzynki Ani Malik udało mi się przespać moją pierwszą noc w Irlandii. Późniejsza pomoc wielu ludzi otworzyła mi drogę do sukcesu. 7 Czerwca 2006 roku na moich oczach zdarzył się wielki cud, który otworzył moje oczy na kwestie, które wcześniej nie miały żadnego znaczenia. Na moich oczach urodziło się dziecko, którego pierwszy okrzyk sprawił, że na krótką chwilę (jakieś 30 minut) stałęm się rzeką łez. Były to rzecz jasna łzy szczęścia. Niedługo później (27 Lipca 2006) stanąłem w obliczu faktów, które złamały mnie i całą moją rzeczywistość. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, jak wielka i bolesna może być ludzka dwulicowość. Dzisiaj pozostaje mi podziękować za tą doskonałą lekcję. Łzy nie poszły na marne. Tamte zdarzenia sprawiły, że nabrałem jeszcze większego szacunku dla ludzkiej głupoty. W życiu, gdy wszystko inne pozostaje stracone, ważne jest tylko, aby mieć czyste sumienie. Człowiek z czystym sumieniem, to człowiek-zwycięzca. Tak własnie zakończył się mój długotrwały związek, którego owocem jest Oscar.
Tatiana i sens wszystkiego
Kilka dni później Bóg oznajmił mi, że to jeszcze nie koniec. W jednej, krótkiej chwili druzgocąca klęska zmieniła się w największy sukces mojego życia. Stanąłem w obliczu łaski, na którą nigdy nie zdołałem zasłużyć. Ponownie odzyskałem wiarę w człowieka i w miłość. Moje życie zmieniało się jak szkiełka w kalejdoskopie, a każdy dzień budził mnie rano z uśmiechem. Tatiana stała się dla mnie źródłem szczęścia jakiego nie jestem w stanie zaabsorbować. Życie przerosło moje oczekiwania i dla tych, którzy zadają sobie wiele pytań... człowiek jest wart dokładnie tyle ile sam jest w stanie z siebie dać, a nienawiść i kłamstwo zawsze wracają do swojego źródła. Jedynym wrogiem i przyjacielem jest czas. Niedlługo potem nawiązałem kontakt z Tatianą i stanąłem w obliczu łaski, na którą nigdy nie zdołałem zasłużyć. Moje życie zmieniało się jak szkiełka w kalejdoskopie, a każdy dzień budził mnie rano z uśmiechem. Tatiana stała się dla mnie źródłem szczęścia jakiego nie jestem w stanie zaabsorbować. Życie przerosło moje oczekiwania i dla tych, którzy zadają sobie wiele pytań... człowiek jest wart dokładnie tyle ile sam jest w stanie z siebie dać, a nienawiść i kłamstwo zawsze wracają do swojego źródła. Jedynym wrogiem i przyjacielem jest czas.

















